Artykuł

Siedem pytań o Internet Rzeczy

Streszczenie:

-

Co?

Miriady małych urządzeń, nasycenie infrastruktury informatyką.

Czytamy o nowinkach, które zyskują popularność w USA – zegarek mierzący puls i przypominający o zażyciu leków, termoregulator na ścianie uczący się naszych preferencji, pralka włączająca się, gdy licznik energii powiadomi ją o niższej taryfie – urządzenia ułatwiające życie. Niestety to nie wszystko i nie to zapewni Internetowi Rzeczy skalę, dzięki której odniesie on sukces gospodarczy. Uczynią to systemy wspierające procesy przemysłowe, sprzedaż oraz usługi, szczególnie transport i zdrowie.

Po co?

Jak zwykle – pieniądze. Wzrost sprzedaży, nowe usługi, oszczędność kosztów – wszystko to opiera się na pozyskaniu aktualnej i szczegółowej wiedzy na temat stanu osób oraz urządzeń, które uczestniczą w danym procesie. Internet Rzeczy dostarczy materialnej bazy dla zaawansowanej analizy statystycznej i opartych na niej systemów decyzyjnych. W wielu dziedzinach „inteligentne” przedmioty będą zdolne do autonomicznej zmiany swojego stanu, np. elektryczne samochody będą umiały samodzielnie przeparkować się w tańsze miejsce.

Dlaczego?

Bo możemy. Technologia dojrzewa szybciej niż nasze umiejętności jej wykorzystania. Ceny elementów i urządzeń spadają. Krzesło za ponad 300 zł zostanie wyposażone w chip za 15 zł – koszt wzrośnie o 5%, a korzyści, kto wie, może o 20, albo 30%?

Jak?

W dopracowanie rozwiązań sprzętowych będzie trzeba włożyć jedynie niewielką część wysiłku. Mamy już niezłe, energooszczędne procesory, pamięci i urządzenia do transmisji radiowej, mamy tanie sensory różnego rodzaju i umiemy sterować różnymi maszynami na odległość. Znacznie więcej brakuje nam w dziedzinie oprogramowania.

Żeby zapanować nad złożonością Internetu Rzeczy – potencjalnie przerastającą wszystko, z czym mieliśmy do tej pory do czynienia – musimy oddzielić funkcje użytkowe od akwizycji i agregacji danych. Pozwoli to nam połączyć wiele funkcji w jednym fizycznym urządzeniu, a tym samym uzyskać efekt skali dzięki masowej produkcji stosunkowo uniwersalnych, wzajemnie kompatybilnych platform sprzętowych, których funkcje będą określone przez oprogramowanie (software defined devices).

Musimy do tego dołożyć metody sztucznej inteligencji oraz mechanizmy zdalnej aktualizacji oprogramowania, które będą mogły zostać wykorzystane do autonomicznej modyfikacji funkcjonalności urządzeń w odpowiedzi na zadania zlecane przez system nadrzędny.

Najtrudniej będzie łączyć różne podsystemy tak, aby mogły współdziałać dla osiągnięcia zleconego zadania, przekraczającego możliwości każdego podsystemu z osobna. Standaryzacja semantyki takiej komunikacji to praca na lata.

Kto?

Wiele rozwiązań dostarczą tak zwani „duzi gracze”. W szczególności, to właśnie oni zdominują rynek udogodnień konsumenckich. Oni też będą dostawcami uniwersalnych urządzeń, które będą dostosowywane do poszczególnych zastosowań dzięki specjalistycznemu oprogramowaniu. Co do oprogramowania, to prawdopodobnie powtórzy się droga rozwoju smartfonów – systemy operacyjne będą tworzone przez producentów urządzeń, ale cała, ogromna i różnorodna gama aplikacji dla końcowych użytkowników, będzie dziełem mnóstwa niszowych firm, czy wręcz indywidualnych programistów. To takie, małe podmioty mają szansę dogłębnie poznać detale konkretnego zastosowania i wykorzystać tę wiedzę, żeby zbudować najlepiej dopasowane i wygodne w użyciu rozwiązania.

Za jaką cenę?

Już przy obecnym stanie rozwoju systemów zdalnego monitorowania i sterowania widać jakiego rodzaju zagrożeń możemy się spodziewać. Poza powszechnie poruszanymi tematami ochrony prywatności użytkowników, grożą nam również bardziej bezpośrednie, bo fizyczne konsekwencje nieodpowiednio zabezpieczonych udogodnień. Niedawno odebraliśmy doniesienia o złamaniu zabezpieczeń oprogramowania pewnej marki samochodów, co pozwoliło hackerom na przejęcie panowania nad pojazdem, włącznie z zablokowaniem kierownicy czy hamulców. Udział w katastrofie drogowej nie jest najbardziej pożądanym efektem korzystania z nowoczesnej technologii. Nie zatrzymując się na ewentualności ingerencji w sterowanie oświetleniem ulic, czy podobnych złośliwości, drugim – poza złoczyńcami – źródłem kłopotów mogą być błędy w oprogramowaniu. Fałszywe alarmy, nieoptymalne decyzje, powodujące straty finansowe zamiast oszczędności, lub też po prostu szum informacyjny, z którego trudno będzie wyłowić istotne wskazówki. Jeśli uwzględnimy jeszcze autonomiczne maszyny do różnorakich zastosowań, przyjdzie na poważnie potraktować prawa Asimova.

Kiedy?

Świetlana przyszłość nie zawita u nas od razu. Życie jest szybsze w tworzeniu bałaganu, niż my w zdolności zaprowadzania porządku – o czym większość z nas wie od dziecka. Innowacje są motywowane bezpośrednimi korzyściami, a te powstają w obliczu konkretnych problemów do rozwiązania. Takie „wyspowe” zastosowania idei Internetu Rzeczy będą zatem powstawały, co nota bene już się dzieje. Prywatne inwestycje idą najpierw tam, gdzie widać szybki i znaczący zwrot. Do „zaprowadzania porządku”, czyli nadawania temu nowemu światu zorganizowanej struktury i zapewnienia naszego bezpieczeństwa, niezbędne są organizacje branżowe, skupiające producentów, którzy chcą się ze sobą dogadać, oraz publiczne fundusze na badania i rozwój. To dzięki nim będą mogły powstać fundamenty teoretyczne i globalne technologie zmierzające do uniwersalnych oraz wszechobecnych rozwiązań. To jednak perspektywa na wiele lat, w tym obszarze nie należy spodziewać się znaczących sukcesów przed 2020 rokiem.

Autor: Artur Thielmann Doradca Zarządu Atende S.A. Ilość stron: 1 ISBN: - Cena: -